Odcinek nienazwany [FELIETON]

1
414

Dziś raczej nic konkretnego o naszej lokalnej polityce nie będzie, bo przez ostatnie dni było raczej spokojnie. Istotniejsze wydarzenia zostały już skomentowane przez Was, a ja sam nie mam zbyt wiele do dodania.

Socjolodzy pewnie zbadali to zjawisko na różne sposoby w wyniku czego odkrywczy nie będę pisząc bardzo ogólnie, że Internauci to nie tylko specyficzna grupa, ale w wielu przypadkach niezwykle roszczeniowa. Jeśli egocentryzm i nadinterpretacja są przywarami społeczeństwa, to w Internecie nabiera to na sile.

Powodów takiego zachowania jest wiele i nie zawsze wynikają one z winy użytkowników, choć trzeba przyznać, że oni sami często dokładają do tego cegiełkę. Stawiamy dziś głównie na szybkość i łatwość przekazu, a dostęp do informacji powoduje, że mamy niemalże wszystko na wyciągnięcie ręki.

Można to zobaczyć choćby po pisanych artykułach, które najlepiej, aby były napisane szybko i były krótkie. Częściej przypominają telegramy. Gdy ktoś skusi się na napisanie dłuższego tekstu, to oprócz użytkowników mocno zainteresowanych tematem, nie znajdzie przychylności poza tą wąską grupą.

Początkowy żart „too long; didn’t read” (za długie; nie czytam) stał się sposobem na nieprzyjmowanie informacji, a nawet usprawiedliwieniem.  W moim słowniczku podchodzi to pod ignorancję – jeżeli celowo pomijamy treści, które mogą wpłynąć na nasz pogląd.

Wracając jednak do Internautów jako grupy i ich roszczeniowości, to polega ona na przykład na tym, że stawiają oni pewne oczekiwania. Te oczekiwania z kolei opierają się na tym, że obiekt oczekiwań zrzeknie się swoich praw w imię jakiejś idei. A jeszcze prościej – według widzimisię grupy.

Ot, prosty przykład trwającej od dłuższego czasu dyskusji między zwolennikami a przeciwnikami świadczenia 500+ i argument: „Jak jesteś przeciwny, to nie przyjmuj tych pieniędzy”.

Dlaczego przeciwnik świadczenia ma się świadomie zrzekać swoich praw? W akcie protestu? No cóż, ów protest byłby wyjątkowo głupi, bo jak pisałem tydzień temu – protest ma być uciążliwy dla obu stron.

To tylko przykład, a takich jest więcej i zazwyczaj polegają one na wezwaniu do zaniechania czegoś. „Nie podoba ci się jak gra Polska? To nie oglądaj!”; „Nie podobają ci się wybory? To nie głosuj!” i tak dalej i tak dalej…

W naszym łęczyckim poletku  jest podobnie. Paweł Kulesza powołał zastępcę i pojawiły się głosy, że a po co, a na co, a tak w ogóle to mi się nie podoba i najlepiej niech sam pracuje. Czyli mamy do czynienia z tym, z czym wyżej – wezwanie do świadomego zrzeknięcia się swoich praw. Skoro burmistrz ma prawo powołać zastępcę, to z tego korzysta.

Kontrargument, że Monika Kilar-Błaszczyk pracowała bez zastępcy, moim zdaniem nie jest do końca trafny, bo była ona wykonującą zadania i kompetencje burmistrza z nadania wojewody łódzkiego, więc jestem przekonany (choć mogę się mylić), że nawet jakby chciała, to by nie mogła zastępcy powołać.  Z altruizmem miało to niewiele wspólnego.

Gdyby jednak wybory wygrała, to pewnie by go powołała i miałaby do tego pełne prawo. Podobnie jak ma je teraz Paweł Kulesza.

Kucharz

1 KOMENTARZ

  1. W naszym mieście nie potrzebny jest zastępca burmistrza za taką kasę, dodajcie do tego bezużyteczną Straż Miejską, przerost administracji (przynajmniej 10 procentowy ) Myślę że bez żadnego uszczerbku dla naszego miasta można zaoszczędzić 1 000 000 zł rocznie . Pomyslcie na co można wydać takie pieniądze. Pod nieobecność burmistrza , jest sekretarz, Straż Miejska – lepszy i skuteczniejszy jest monitoring z transmisją do sieci. I co ? Nas nie stać na basen ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here