Nie wiem jak Wy, ale ja się boję [FELIETON]

2
481
fot. pixabay

Przełom wieków. Kończył się, jakże burzliwy XX wiek i ludzkość rozpoczynała nowy – XXI. Pamiętam, bo rok 2000 służył idealnie jako podkładka dla końca świata. Jako dziecko świadome, że coś się może kiedyś skończyć (np. chrupki w paczce), podejrzewałem, że koniec świata to nie przelewki. I był artykuł w jakiejś tam gazecie, jak to Nostradamus przewidział koniec świata.

Była nawet data, ale jej Wam już nie przytoczę. Jakiegoś tam stracha miałem, bo przecież w gazecie tak pisali. Rodzice starali się tonować rosnące poczucie nadchodzącego końca.

– A Nostradamus przewidział, że wąskotorówka nie będzie jeździć? – tata robił co mógł.

Nie działało.

Podziałało wtedy, gdy (ha, godzinę pamiętam) wybiła 10:01 i okazało się, że nie dzieje się nic. Uff, przeżyłem pierwszy w swoim życiu, świadomy koniec świata. Potem było już z górki.

I tak to się żyło na tej wsi, aż nastał Anno Domini 2018, a wraz z nim nadchodzący koniec, na który nie jestem przygotowany.

Bo ja to głupek myślałem, że kampania wyborcza, a i owszem, niesie za sobą pewne brudne elementy, ale raczej jest… sielsko. Nie dla kandydatów oczywiście, ale dla wyborców jak najbardziej.

Lubiłem zawsze porównywać kampanie do akcji marketingowych, gdzie reklamuje się produkty. To było nawet na pewien sposób przaśne, bo gdy nie było argumentów przemawiających „za”, to wymyślało się najgłupsze.

Teraz mam opory, aby porównać kampanię do akcji marketingowej.

Przecież jeśli taki potencjalny wyborca, niezainteresowany lokalną polityką, poczyta sobie trochę o tym, co tam w naszym mieście słychać, to osiwieje.

Gdzie by nie spojrzeć, tam można się dowiedzieć, że jeżeli wygra ten, ten lub tamta, to nadejdzie armageddon. Nastąpi koniec wszystkiego co znamy i kochamy. W tym scenariuszu nie ma dobrych rozwiązań, są jedynie te złe. Nawet w Avengersach na ponad 14 milionów scenariuszy Dr. Strange zobaczył jeden, w którym ci dobrzy wygrywają. Tutaj nawet jednego nie uświadczysz.

I dziwne to i straszne.

Doświadczam pierwszej w życiu akcji zakrojonej tak bardzo na ostrzeganie przed rywalem politycznym. Skupiając się jedynie na komentarzach, plusów nie zobaczyłem. Bo nawet jeśli, gdzieś tam padło pozytywne stwierdzenie, natychmiast było przykryte stertą negatywnych.

Podążając więc za logiką – nie pozostaje nam nic innego jak strach.

Żeby była jasność. Ja nie twierdzę, że robi to ktoś z kandydatów. Skusiłbym się bardziej o stwierdzenie, że robią to sympatycy. Tylko w takim przypadku ta sympatia jest wyrażana w dość nienormalny sposób.

Podobno, w niektórych sytuacjach, strach można banalnie przełamać– obśmiewając go.

No to wróćmy do porównania z akcją marketingową i reklamą produktów. Normalnie wyglądałoby to mniej więcej tak:

– Nasz produkt jest bardzo smaczny
– Nasz produkt jest bardzo ładny

Bla, bla, bla…

Idąc retoryką obecnej kampanii, słyszymy jeden ton: NIE KUPUJCIE TAMTEGO PRODUKTU!!!

Co robi więc klient? Nie idzie do sklepu.

Co robi wyborca, kiedy wszędzie słyszy, że na kogokolwiek nie zagłosuje, będzie to zła decyzja? Nie pójdzie na wybory.

A potem płacz i lament, że frekwencja mała i że niecałe społeczeństwo się wypowiedziało.

Kucharz

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here