Co tam Panie w polityce? [FELIETON]

5
420

Raz na jakiś czas nasuwa mi się pytanie, że jak to jest, że Łęczyca jako miasto żyje tak bardzo polityką. Odpowiedzi nie do końca mnie satysfakcjonują, więc tematu nie uważam za zamknięty. Ostatnio natomiast, podczas jednej z rozmów, mój rozmówca tak samo poruszył ten temat, bo co jak co, ale chyba wszyscy musimy przyznać, że polityka w Łęczycy jest tematem przewodnim.

Porównując Łęczycę do miast sąsiednich, rzeczywiście możemy zauważyć, że u nas polityka, a zwłaszcza ta lokalna, jest tematem centralnym. Nawet, jeżeli zaczniemy rozmawiać o czymś innym, ale pozostając w kategorii spraw lokalnych, tak czy inaczej zejdziemy na temat polityki.

Z czego może to wynikać? Jak wyżej napisałem – sam się zastanawiam, a odpowiedzi mnie nie do końca satysfakcjonują.

Jedną z potencjalnych odpowiedzi jest to, że Łęczyca jest małym miastem. No, bo jakby tak popatrzeć, to nasze miasto jest małe. Nie użyłbym określenia „miasteczko” czy „mieścina”, no ale metropolia to to nie jest. Nie zmienia to faktu, że – uogólniając – każdy każdego zna. A skoro każdy każdego zna, to jest w stanie o tej osobie się wypowiedzieć w mniej lub bardziej złożony sposób. To z kolei prowadzi do tego, że na podstawie owej znajomości, znamy także możliwości danej osoby. Co prawda w naszym mniemaniu, ale to służy jako podstawa do tematu.

Jednakże, idąc tym tropem – czyli wielkości miasta – to w każdym mieście poniżej 15 tys. mieszkańców, polityka powinna być tematem przewodnim, a nie jest.

To spróbujmy inaczej: ciągłość władzy?

Na przykład w Kutnie którąś już kadencję urzęduje ten sam prezydent, czyli upraszczając – ludzie mniej lub bardziej są zadowoleni, dlatego też politykowanie mają gdzieś, a zajmują się innymi rzeczami.

Tyle, że jeśli chodzi o Łęczycę, to było tak, że Andrzej Olszewski rządził dwie kadencje, a temat polityki wciąż był na wokandzie. Wtedy nie interesowałem się aż tak tym, co się w samorządzie dzieje, a mimo to pamiętam, że polityka przodowała.

Moja interpretacja łęczyckiej monotematyczności nie do końca mnie zadowala, bo jest bardziej koślawym porównaniem niż dogłębną, naukową analizą, niemniej, wydaje mi się, że naszym problemem jest zdefiniowanie naszej tożsamości.

Porównanie natomiast jest takie, że wyobraźmy sobie, że Łęczyca była kiedyś firmą, która budziła szacunek. X lat wstecz szło nam całkiem nieźle, jeśli nie bardzo dobrze, jednak umknęło nam to, że nie tylko lata, ale i realia się zmieniły. Nasi hmm… konkurenci poszli do przodu, dostosowali się do nowej rzeczywistości, my z kolei mieliśmy z tym problem.

Zostaliśmy więc z tyłu, czerpiąc z nazwy i chwały lat wcześniejszych, naiwnie myśląc, że to rzeczywistość dostosuje się do nas. Tak się nie stało, co wzbudziło w nas jedynie frustrację. Jesteśmy obecnie na poziomie analizy, a że polityka jest tematem niezwykle uniwersalnym – bo polityka to nie tylko ludzie przy władzy bądź w opozycji – staramy się nakreślić nowy schemat działania.

Z racji tego, że chcemy bardzo szybko wrócić na piedestał, długofalowe projekty średnio nas interesują, a szkoda. Chcemy efektów „od zaraz”, a takich nie uświadczymy.

Do czego zmierzam pisząc o definicji tożsamości? Na przykład do tego, że chyba nie do końca wiemy czy chcemy być miastem stricte turystycznym, czy też mamy być atrakcyjnym pod kątem miejsc pracy. Do jednego i drugiego potrzeba czasu, pełnego przekonania i nakreślonego planu działania.

My chcemy i miejsc pracy i ciekawego programu turystycznego – czyli tego, co mają większe i lepiej rozwinięte miasta. Jeśli chcemy, aby obie rzeczy funkcjonowały i nawzajem się nie wykluczały, musimy pogodzić się z tym, że przynajmniej 5-10 lat będzie do tego potrzebne.

Z tym, że kiedy my tego czasu potrzebujemy, pozostali, mając rezerwę czasową i przygotowany plan, dalej rozwijają się w swoim tempie. Co nas frustruje i niekoniecznie jest to spowodowane tym, że „somsad ma lepiej”, tylko dlatego, że każdego z nas, jako mieszkańca, boli smutny fakt, że to nie nasze miasto rozwija się w tym tempie. A, że ból jest uczuciem negatywnym, to i negatywne uczucia rodzi.

W wyniku czego wracamy do punktu wyjścia – czyli do polityki, która ma nam nakreślić plan działania.

Krzywa interpretacja? Ano krzywa. Na lepszą nie wpadłem.

Kucharz

5 KOMENTARZE

  1. Spójrzmy na to tak. Kutno jest znacznie większe, a nie ma wartościowych miejsc pracy, nie ma atrakcji turystycznych, nie ma niczego. Ludzie w Kutnie narzekają na wszystko może jeszcze bardziej niż w Łęczycy. Na polityków też.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here