Pokaż mi jaką masz radę, a powiem Ci jak jesteś fajny [FELIETON]

3
346

Połowa lipca już za nami i tak czekam na to, kiedy premier Morawiecki ogłosi termin wyborów samorządowych, a tu cisza. No, niby ma czas do 16 sierpnia – idę tutaj za informacjami przekazywanymi przez ogólnopolskie media – ale tak w międzyczasie zastanawiam się, czy to coś zmieni w moim życiu. Nie spodziewam się spodziewanego. Dziwne.

Cierpię na jakąś polaryzację poglądów. Z jednej strony chciałbym, żeby to już się stało oficjalne i żeby ruszyła kampania. Dlaczego chciałbym, aby kampania ruszyła? Choćby dlatego, żeby przestano prowadzić wojnę podprogową. Tak naprawdę wszystko wówczas staje się jasne, a wszelkie działania są elementem gry. Gry, w której zasady są jasne. Nie winimy graczy, winimy grę.

Druga strona z kolei mi szepcze: „I co ci to da?”. Hmm, no niegłupie. Dowiemy się, kiedy są wybory. Dowiemy się, że ruszyła kampania, kurtyna zostanie podniesiona i co dalej? Jaką mi różnicę zrobi, gdy poznam komplet kandydatów w sierpniu, skoro głosował i tak będę (najprawdopodobniej) w listopadzie. Warto przez ten czas przebierać nogami i niszczyć podeszwy?

Co więcej, głos sceptyka idzie dalej i mówi – i co z tego, że ten czy tamten (lub ta lub tamta) wygra?

Tutaj zabawa w piaskownicy się kończy, a zaczyna życie.

Myślę, że warto poświęcić chwilkę i spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Takiej naprawdę szerszej. Wiecie dlaczego? Podpowiem – nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu samorządów.

Jeśli się przyjrzymy w jej zapisy, to bije nam niemalże w twarz wniosek – albo wprowadzasz swoją radę, albo następnego dnia możesz składać rezygnację. Chyba, że przyszedłeś lub przyszłaś dla pieniędzy i chcesz się przez 5 lat przepychać. No, albo masz wyjątkowe zdolności dyplomatyczne i znajdziesz nić porozumienia.

Jeżeli ta kadencja pokazała nam, ile znaczy mieć większość w radzie, to dopuśćmy do siebie myśl, że burmistrz już na starcie tej większości nie ma. Jednym z powodów, dla których chciałbym już oficjalnie poznać nazwiska kandydatów, to powód poznania kandydatów do rady miasta.

Kto wejdzie? Z jakich komitetów i ilu wejdzie? Ponownie, dopuśćmy do siebie myśl, że zwycięzca nie weźmie całości, a połowę, a może i nawet nie. I zadajmy sobie pytanie – czy będzie umiał się podzielić tym co ma.

Pisząc „my”, nie mam na myśli wyborców danego kandydata, lecz mieszkańców, którzy z nową władzą również będą musieli się oswoić.

Lubię powtarzać, że plany mają to do siebie, że dają w łeb. Pobożnym życzeniem jest, aby nasi kandydaci podobną myśl mieli z tyłu głowy.

Zwycięski szampan smakuje najlepiej. A czy ktoś zdecyduje się wypić rozwodnionego szampana?

Kucharz

3 KOMENTARZE

  1. Oczywiście, że kandydaci do rady są bardzo ważni.Zobaczymy kogo zaprezentują kandydaci na burmistrza. Mam dość oszołomstwa w radzie. Zero konstruktywnej dyskusji tylko ciągłe awantury, a miasto spada do rangi zadupia

  2. Trafione w punkt nie mam nic wiecej do dodania. Mam nadzieje że więcej osób to przeczyta i wyciagnie wnioski bo niektorzy zappmnieli ze oprocz wygrania wyborow trzeba też wprowadzic swoja rade.

  3. no strzał w dziesiątkę z tym przyszedłeś/przyszłaś dla pieniędzy! przecież żona senatora nie miała żadnych swoich radnych i idąc tym tokiem rozumowania przyjęła powierzenie stołka burmistrza… dla pieniędzy????????????????????

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here