Co za czas by żyć! [FELIETON]

1
291
fot. Pixabay

Przeglądałem sobie ostatnio komentarze, a to za sprawą tego, że jakiś spam mi się wywalił na stronę. Zajęcie okazało się o tyle pożyteczne, że miałem okazję przeczytać kilka ciekawych (i kilka mniej) opinii. Doszedłem do wniosku takiego jak w tytule – co za czas by żyć!

Łęczycki samorząd przez te cztery lata przeżywał swego rodzaju emocjonalną sinusoidę. Albo aż buzowało od emocji, albo panowało oziębienie (tudzież epoka lodowcowa, hehe) i ludzi zupełnie nic nie obchodziło. Teraz jest inaczej, bo zbliżają się wybory samorządowe. To znaczy, oficjalnie nie zbliżają, bo konkretnej daty jeszcze nie znamy, ale wiecie o co chodzi.

I kurde, jakie to jest super. To jest to, co tygryski lubią najbardziej, bo nic nie sprzyja rozwojowi jak merytoryczna dyskusja. Uczymy się wówczas wszyscy, bez wyjątku. A bo, że klawisz z Łęczycy albo że żona senatora, blondyna co loki ma. Albo że były poseł od Palikota. Albo że dyrektor banku albo że nauczyciel. Jaki ja się czuję wówczas mądrzejszy, nie wiem jak Wy, ale liczę, że też.

Wszystkie te zagrywki ad personam są słabe jak niedopieprzony żurek, ale z tego co zauważam, najwyraźniej sprawiają jakąś dziką przyjemność, bo ich jest najwięcej. Owszem, mignęły mi merytoryczne dyskusje, ale co z tego, skoro ich jest o wiele mniej. A nie każdemu chce się czytać wszystkie komentarze. Zresztą, gorąco jest i w ogóle.

Po co mi ta ironia? Ano po to, że skoro ja czytam komentarze, Wy czytacie i piszecie komentarze, to ONI też czytają. I wyciągają wnioski.

Zważywszy na przeważający ton w dyskusji, o wiele łatwiej im będzie opracować strategię, dostosowującą się do owego tonu. Nie żeby tutaj, na tej stronie, był wyznacznik łęczyckiej opinii, ale czy na ulicy spotkamy się z innymi opiniami?

Jeśli sami nie będziemy wyznaczali pewnego poziomu i wymagali tego od polityków, nie dziwmy się potem ich zachowaniu. Bo oni będą się zachowywali tak jak tego będziemy wymagali, choćby podświadomie.

***

W sobotę odbył się festyn u ojców Bernardynów. Impreza super, wielkie brawa i ukłony dla organizatorów. Naprawdę. Widać było jak ciężką pracę wykonali wszyscy, aby efekt finalny był o wiele więcej niż zadowalający.

Pojawili się także politycy i słyszę najkonkretniejszy z zarzutów – promują się. Tym, którzy nie przeczytali, polecam przeczytać mój felieton pt. „W blasku fleszy”, gdzie zaproponowałem twarde zasady promowania się u polityków.

A wracając do ich „promowania się”. A niech się promują. Nie wiem czemu panuje przekonanie, że to my mamy wyłączność do dysponowania czasem innych. Jeśli ktoś stwierdził, że woli cały dzień spędzić na festynie, to była to tylko i wyłącznie jego sprawa i spocone plecy (bo zimno nie było). A jeśli ktoś z kolei stwierdził, że w sobotę sobie odpocznie, to także to jest jego sprawa.

Wracamy w zasadzie do tematu z początku, bo czy dyskusja o tym kto rozdał więcej zupy, a kto chleba, popchnie to miasto do przodu? Gratuluję naiwności.

Urok demokracji (lub jej wada) polega na tym, że politycy będą mówili i zachowywali się tak, jak zażyczy sobie większość. Tam, gdzie inni dyskutują o rozwoju swojego miasta, my dyskutujemy nad wyglądem i fachem polityków.

Jeśli kampania ruszy i będzie prowadzona w formie, jakiej najwyraźniej wymaga społeczeństwo, będę pierwszym, który od nowej władzy będzie wymagał tego, aby przez następną kadencję siedziała i śmierdziała. Przynajmniej ludzie będą mieli o czym gadać.

Kucharz

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here