Maciej Pol: „Jeśli masz satysfakcję z tego, że dzielisz się tym co uwielbiasz robić, to jest sukces” [WYWIAD]

0
1599

Człowiek, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Najsłynniejszy polski iluzjonista, a co ważne – rodowity łęczycanin. Twórca Teatru Magii, laureat wielu międzynarodowych festiwali sztuki iluzji. Styl tworzonych przez niego widowisk, zachwyca publiczność renomowanych scen całego świata, min. Casablanki, Paryża, Wiednia, Chicago, Moskwy czy Drezna. Jego nowoczesne, niepowtarzalne kreacje i oryginalne aranżacje przenoszą widza w świat pełen czarów i niezwykłych tajemnic. Zajmuje się nie tylko spektakularnymi widowiskami, ale także działalnością charytatywną. Zasłużony Działacz Kultury, Człowiek Wielkiego Serca, Przyjaciel Dziecka oraz Kawaler Orderu Uśmiechu, a to tylko niektóre z przyznanych mu tytułów i nagród.

Maciej Pol, w szczerym wywiadzie, opowiada o swoich początkach z iluzją, gorszych momentach, a także o tym, co w życiu dla niego jest najważniejsze.

Zapraszamy.

Najlepiej zacząć od początku, więc zacznę – jak to się stało, że zainteresowałeś się iluzją?

– Gdy miałem kilka lat, poszedłem do Domu Kultury na przedstawienie lalkowe: „Czarodziejski pierścień”. To był Teatr Lalek Arlekin z Łodzi. Wówczas pomyślałem, że chciałbym kiedyś wejść na tę scenę i w takim świecie być.
Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że robiłem teatrzyki na trzepaku. Podobała mi się tajemnica w tym zawarta, inny świat, do którego możesz wejść i który możesz kreować. Później, gdy miałem 10 lat dostałem klucze na scenę Domu Kultury w Łęczycy i kiedy na niej usiadłem… pomyślałem to jest moje miejsce.

Miałem pragnienie dzielenia się z ludźmi tym niesamowitym światem i tymi emocjami, których ja doświadczyłem w czasie tamtego przedstawienia.
Później wstąpiłem do Krajowego Klubu Iluzjonistów w Łodzi, poznałem mnóstwo osób… W tej chwili występujemy na scenach całego świata, w różnych miejscach, a to wszystko zaczęło się tutaj, w Łęczycy.

Stopniowo otwierały się przed nami różne sale widowiskowe i sceny na całym świecie. Jestem przekonany, że jeżeli szczerze wykonujesz swoją pracę, wkładasz w to dużo energii, masz w tym pasję, to świat cię dostrzeże. Zaczniesz sięgać gwiazd, które były wcześniej nieosiągalne.

Podam ci przykład. Z Izą chodziliśmy razem do szkoły podstawowej, do jednej klasy przez 8 lat. Siedzieliśmy razem w ławce, posadzili nas w jednej ławce za karę. Wtedy, w podstawówce, była bardzo popularna Iza Trojanowska, Maanam, Małgorzata Ostrowska… to były nieosiągalne dla nas gwiazdy. Minęło kilkanaście lat i wylądowaliśmy w Chicago na trasie koncertowej z Izą Trojanowską, Zbyszkiem Wodeckim, Bohdanem Smoleniem i innymi, wieloma, wspaniałymi artystami. Poszliśmy na spacer z Izą Trojanowską po Chicago i tak szliśmy – dwie Izy i ja – i wtedy sobie uświadomiłem, że to co kiedyś było nierealne jest realne. Gdyby ktoś mi kilkanaście lat wcześniej, powiedział, że będę szedł pod rękę z Izabelą Trojanowską po Chicago, to uznałbym to za totalną abstrakcję.

Warto jest mieć marzenia i pracować nad nimi. Najlepiej zbyt wiele nie oczekiwać, bo łatwo o frustrację. Kiedy się rozwijasz wszystko toczy się samo. Nie wszyscy musimy zrobić olbrzymi sukces. Najważniejsza jest satysfakcja i przyjemność robienia tego co sprawia radość.

Ciekawie opowiadasz o czerpaniu przyjemności z tego, co się robi. A czy były momenty zawahania, czy wręcz załamania? Zdarzyło się, że zwątpiłeś w to, co robisz?

– Miałem taki okres, kiedy bardzo dużo graliśmy. Występowaliśmy przed Prezydentami, Szejkami .To była duża odpowiedzialność i stres I nagle, Iza zauważyła: „Maciek, ale jak ty się uśmiechasz masz martwe oczy, co się dzieje?”. Wtedy pomyślałem, że gramy tak dużo, że zaczynam robić automatycznie pewne rzeczy i zaczynam zatracać prawdę. W tej chwili podchodzimy bardziej racjonalnie do naszej pracy.

Pozostając przy tematyce pracy. Ciężko pracuje się nad repertuarem? W Waszym zawodzie musicie iść z duchem czasu?

– Co roku staramy się wprowadzać jakieś nowe iluzje. Przestajemy robić te, które przez lata były eksploatowane. Pracujemy nad nowym efektem który na razie trzymam w tajemnicy. Jeździmy na międzynarodowe festiwale. Wymyślamy nowe numery, pomysł na ich oprawę czerpiemy z obserwacji tego co dzieje się na światowych scenach. Współpracuję z teatrami i reżyserami przy tworzeniu efektów do nowych inscenizacji.

Myślę, że nie chciałbym wrócić do prostych tricków ze znikaniem monety itd. Sztuka tworzenia złudzeń urzeka, kiedy za pomocą różnych środków wyrazu zbudujemy historię a iluzję wpleciemy w niezwykły klimat przedstawienia.

Skoro przy budowaniu klimatu jesteśmy, zdarzyła Wam się trudniejsza publiczność?

– Mamy to szczęście, że potrafimy zjednywać sobie publiczność. Publiczność daje kredyt zaufania, a ty musisz go dobrze zainwestować.

Jakie rady dałbyś początkującemu iluzjoniście lub iluzjonistce?

– Jeśli ktoś chce być iluzjonistą, to w tej chwili ma wiele możliwości. Przede wszystkim jest YouTube, są książki, polecam publikacje znakomitego teoretyka sztuki iluzji pana Jerzego Mecwaldowskiego .

Jeśli skupisz czyjąś uwagę na tym co robisz, to super. A jeżeli usłyszysz radę, to ją przemyśl i przekuj na sukces.

Jesteś Kawalerem Orderu Uśmiechu, co spowodowało, że znalazłeś się w tak zaszczytnym gronie.

 

– Kilka lat temu zadzwonił telefon i dowiedziałem się, że dzieci ze szkoły 103 w Poznaniu za działalność charytatywną, zgłosiły moją kandydaturę do Orderu Uśmiechu.
Grono Kawalerów Orderu Uśmiechu jest bardzo szacowne. Kawalerami orderu są Jan Paweł II, Matka Teresa, aktorka Alina Janowska i wiele innych osobowości, które łączy pasja pomagania dzieciom. Kiedy dostałem ten order poczułem ogromną odpowiedzialność. Zawsze byłem i jestem otwarty na środowiska, które są słabsze i potrzebują wsparcia. W swojej pracy wspieramy różne organizacje. Współpracujemy z fundacją Tak dla Transplantacji, Fundacją Polsat i wieloma innymi.

Wspominasz często o tym, że jesteś związany z Łęczycą i że czujesz się łęczycaninem. Powiedz mi, jaką Łęczycę chciałbyś widzieć?

Chciałbym widzieć miasto przyzwoitych ludzi, którzy rozumieją potrzeby ludzi starszych i młodych. Mogłoby być więcej zrozumienia i empatycznego podejścia człowieka do człowieka. Chciałbym, aby to było miasto dla mieszkańców, żeby ludziom żyło sie przyjemnie, dostatnio.

Chciałbym żeby na czele miasta stały osoby, które są oddane społeczeństwu dla których każdy człowiek jest ważny. I tego mieszkańcom Łęczycy i sobie życzę

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here